niedziela, 5 października 2008

Coś w tym jest

Przeglądając stronę behindkde.org natrafiłem na wywiad z Aaronem Seigo z 28 lutego 2004 roku. Czytając go myślałem o czasach kiedy nie wiedziałem co to komputer, a pamiętam je dobrze. Czasy, kiedy 'skakałem' po drzewach, kiedy 'popylałem' na małym niebieskim rowerze, kiedy przewijałem taśmę na kasecie aby odtowrzyć mój ulubiony utwór od nowa. Nie było możliwości kliknięcia w utwór na liście odtwarzania. Żyjąc w tak wielkiej nieświadomości znaczenia słowa "Wolność" dla ludzi, którzy wtedy pracowali i pracują nadal nad projektami OpenSource. Ludzie, którzy kochają to co robią i chcą dzielić się swoją pracą z innymi mając jako wynagrodzenie własną satysfakcję oraz uznanie innych. To dzięki nim możemy wykorzystać komputer, czy inne przenośne urządzenia w taki sposób jaki My chcemy, a nie w narzucony przez innych ludzi. W nieświadomości jak wielkie możliwości niosą za sobą takie projekty jak KDE, Linux, GNU, które są ze sobą ściśle powiązane. Wszystko to wzbudza we mnie ogromny sentyment i szacunek dla programistów, grafików i wszystkich, którzy biorą jaki kolwiek udział w tworzeniu "Otwartego Świata". Pamiętam koniec roku 2006, kiedy mój dobry przyjaciel planował 'przesiąść się' na Linuksa. Były to czasy, kiedy graliśmy w AmericasArmy bardzo często. Wtedy namawiałem Go, coby został z Windowsem, bo nie będziemy mogli grać razem (chociaż istniały wtedy równoległe wersje gry na oba te systemy o czym nie wiedziałem w ten czas). On uparcie zostawał przy swoim. I szczerze mówiąc wyszło to na dobre nam obu. Po jakimś czasie, nawet już sam nie pamiętam w jakich okolicznościach i ja zdecydowałem się spróbować czegoś nowego. Pamiętam tylko jak Robert wymieniał mi zalety Linuksa-był to Slackware w wersji 11 z KDE 3.5.4. Coś we mnie pękło, aż pewnego dnia Robert wpadł do mnie z płytkami instalacyjnymi i rozpoczął się proces "Linuksowania" mojej skromnej osoby. Trudne czasy z Linuksem mam już za sobą. To chęć posiadania czegoś innego, lepszego, ładniejszego, z mocą opcji konfiguracji utrzymywała mnie przy Linuksie. Mimo, że właściwie nikt nie poleca Slacka początkującym, nawet ja, to nauczyła mnie ta dystrybucja samodzielności w Naszym skromnym świecie Otwartych Źródeł. Mijają już dwa lata odkąd Slackware 'siedzi' na moim dysku twardym. Próbowałem wielu innych dystrybucji, ale do Slacka mam bardzo duży sentyment, że nikt i nic nie namówi mnie na zmianę dystrybucji. Przy jednej z prób zaprzyjaźnienia się z OpenSUSE w wersji 10.3 nie było już tak miło. Automatyczne zabawki i próba zapoznania się z nimi w ciągu godziny zjadła mi więcej nerwów niż 1.5 roku ze Slackware, gdzie początki na prawdę nie były lekkie. Mimo wszystko, to właśnie tutaj czuję się wolny, dostosowuje system do moich potrzeb. Oczywiście zgadzam się, że i w innych Dystrybucjach jest ta Wolność, jednak w Slackware jest to coś, czego nie da się opisać słowami. Dzisiaj Nasz DesktopLinux urósł do takiego stopnia, że może konkurować z Windows czy MacOS X. Mamy wszystko czego potrzeba, a nawet i więcej. Do wszystkich, którzy przeczytają ten post: nie bójcie się próbować, cierpliwość popłaca. Macie Wolny wybór-korzystajcie do woli! :) Dzisiejszemu blogowaniu/czytaniu/myśleniu/sięganiu pamięciom w stare, dobre czasy towarzyszyły trzy szklanki herbaty firmy Lipton oraz utwór Disappear zespołu Paradise Lost. "ENDŹOJ DE FRIDOM!" :D

2 komentarze:

Piotr pisze...

Ja też proces "Linuksowania" już mam za sobą ;) Nie powiem na początku było ciężko, a teraz "co to jest windows ??" zapomniałem. Jest mnóstwo dystrybucji ja wybrałem openSUSE z KDE. Nie jestem zwolennikiem pseudo wojen openSUSE-UBUNTU czy Debian-Slackware każdy powinien używać to distro które lubi ;)

Tomasz Dudzik pisze...

Dokładnie ;)

© 2010 Tomasz Dudzik